czwartek, 7 maja 2015

ROZDZIAŁ VIII

ROZDZIAŁ VIII

- To chyba jakiś żart - szepnęłam sama do siebie.
Zauważyłam Facundo bez koszulki i tę blond cizię, która poza obcisłymi spodniami miała na sobie stanik i rozpięty sweter. Patrzyła na niego i wolnym krokiem zbliżała się w kierunku jego ust. Nie wytrzymałam i weszłam do środka trzaskając za sobą drzwiami.
- Nie przeszkadzam? - spytałam ironicznie.
Natalia speszyła się i odsunęła szybko jak najdalej od Facu.
- Już jesteś? - zapytał zmieszany.
- Tak, jak widać, ale widocznie trafiłam nie w porę.
- To ja już może pójdę - powiedziała blondyna i z podstępnym uśmieszkiem wymknęła się do siebie. Zostaliśmy sami.
- Wiem co teraz myślisz.
- Nie jestem ślepa. Nie muszę o niczym myśleć, bo wszystko widzę.
- Ale to nie jest tak. Pewnie myślisz, że do czegoś tu doszło, a to nieprawda - mówił spokojnie, powoli podchodząc do mnie.
- Było wam tak gorąco, że aż pozbyliście się ubrań?
- Ona była w swetrze.
- Nie łap mnie za słówka do cholery! 
- Alicja, nic się nie wydarzyło!
- Proszę cię, przestań. 
- To ona się na coś napaliła. Myślisz, że jestem idiotą?
- Nie myślę. Ja to wiem! - odparłam i usiłując opanować łzy opuściłam szybko jego mieszkanie.
- Zaczekaj! - wybiegł za mną.
- Zostaw mnie! 
- Nie wygłupiaj się!
- Już się wygłupiłam, że w ogóle zaczęłam z tobą być! - krzyknęłam i wybiegłam z klatki.
Poczułam, jakby cała krew odpłynęła z mojego ciała i jakbym zaraz miała upaść. Przykucnęłam przy jednym z drzew i nie mając już kompletnie siły zaczęłam płakać. Nie były to łzy smutku, ale złości. Kolejny raz dałam się skrzywdzić facetowi. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że niepotrzebnie zaczynałam w ogóle tę znajomość, chociaż miałam takie myśli, żeby się w to nie angażować. Przypomniała mi się sytuacja, kiedy pierwszy raz poszłam z nim na drinka. Był wściekły. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Mówił, że zerwał z dziewczyną i że kompletnie "nie ma do nich podejścia". Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę ma bardzo dobre podejście, ale nie umie być stały w uczuciach i ciągle szuka czegoś nowego. Szkoda tylko, że musiałam się stać kolejną tego ofiarą. Wcale nie dziwię się Adamowi, że stąd wyjechał. Też mam na to wielką ochotę i gdyby nie dobre rekomendacje trenera Falasci, już dziś spakowałabym się i opuściłabym to wstrętne miasto. Zagłębiona w swoich myślach nawet nie poczułam, jak ktoś dotyka mojego ramienia i wymawia moje imię.
- Igor? - zdziwiłam się.
- Dlaczego płaczesz? - spytał i nachylił się nade mną.
- Nie płaczę - odparłam i otarłam mokre policzki.
- Tak, a ja jestem niezwykle przystojny - zaśmiał się.
- Czemu znów tu jesteś? 
- Mówiłem ci, odwiedzam kumpla, a tak właściwie to pomieszkuję u niego.
- Jak to?
- Normalnie. Mam pewne problemy z mieszkaniem, dlatego jest jak jest.
- A co się stało z twoim domem w Warszawie?
- Słońce, przecież mnie znasz. Wiesz, że zawsze wszystko robię na odwrót - uśmiechnął się i wyciągnął papierosa. - Chcesz?
- Nie, nie palę. Chociaż właściwie...
- Trzymaj.
- To na pewno papieros? - spytałam.
- Tak. Mówiłem ci, że puścili mnie z odwyku. Skończyłem z tym.
Po tych słowach odpaliłam tytoniową końcówkę i zaciągnęłam się głęboko dymem, po czym powoli wypuściłam go z ust. 
- Uspokaja - powiedziałam.
- Zawsze uspokaja - zaśmiał się. - Możesz mi teraz powiedzieć czemu tu siedzisz? To niezbyt fajna miejscówa.
- Pokłóciłam się z facetem.
- Masz faceta?
- Miałam.
- Co się stało?
- Przyłapałam go z inną. Tak jak ciebie z moją kuzynką - odparłam ironicznie.
- Czyli jest takim samym fiutem jak ja - powiedział krótko i zabrał mi papierosa.
Nie wiem jak to możliwe, ale w tym momencie nie czułam przed nim żadnego strachu, co więcej, poczułam się tak jak dawniej. Jak wtedy, kiedy siedzieliśmy przez całą noc w jego samochodzie i upajaliśmy się swoją obecnością, albo kiedy chodziliśmy pustymi uliczkami trzymając się za ręce. Był moją pierwszą i prawdziwą miłością, jednak bajka skończyła się wraz z rozpoczęciem jego nałogu.
- Ale tu zimno.
- Masz.
- Nie trzeba.
- Trzymaj.
- Dzięki.
- Może przy okazji zmieńmy lokal, co? Chyba nie będziesz siedziała przez resztę dnia, a raczej wieczoru pod jakimś zasranym drzewem?
Po chwili pomógł mi wstać z ziemi, po czym mimowolnie udaliśmy się do baru. Igor zamówił sobie duże piwo, a ja mimo propozycji odmówiłam i usiadłam bezradnie na jednym z krzeseł.
- Nie wiem, czy powinnam tu przychodzić.
- Dlaczego? Przecież nie musisz się mnie już bać.
- Nie o to chodzi, po prostu…
- Boisz się, że stare uczucia odżyją? – zapytał, przy czym przysiadł się do mnie na niewielką odległość.
Wymieniliśmy się spojrzeniami. Czyżby domyślił się, że znów zaczyna na mnie działać jak magnes? Wystarczyło tak niewiele czasu, aby zaczął to robić. Aby próbował obezwładnić mnie swoją niezaprzeczalnie przyciągającą aurą, przez którą dałam się złowić niczym w sidła. Nie musiał nic mówić, wystarczył tylko ten wzrok. Jak to możliwe, że po tym co mi zrobił, po tak długim czasie wszystko znów zadziałało i wróciło do tego pierwotnego stanu? Gdzie ten strach? Gdzie obawa przed tym, że znów mnie skrzywdzi? Wszystko rozpłynęło się jak poranna mgła spowijająca miasto. Coś przejęło kontrolę nad moim umysłem, w innym wypadku nawet nie zdobyłabym się na wypowiedzenie tych słów :
- Masz ochotę spędzić ze mną resztę wieczoru?
W odpowiedzi pokiwał tylko głową, co było dla mnie znakiem do działania. Nie myśląc wiele, pociągnęłam go za sobą i w szybkim tempie doprowadziłam przed drzwi mieszkania. Emocje jakie mną władały nie pozwoliły na spokojne wyciągnięcie kluczy z torebki i umieszczenie ich w zamku. Rozedrgane ręce, przyspieszony oddech. Czuję to. Czuję, że już blisko. 


Poczucie winy? Nie. Zawahanie choćby przez ułamek sekundy? Żadne. Wiem, że tego chcę. Wiem, że da mi to pełne spełnienie, którego od dawna mi brakowało. Jeden ruch. Brak ubrań. Przypomnienie sobie tego, co już prawie wymazałam z pamięci. Jego dotyk, spojrzenie. To wszystko wystarczy, żeby zapomnieć o przeszłości i oddać się chwili. Tak niewiele, a tak wiele. Najlepszy dowód na to, że miłość ma niewiele wspólnego z rozsądkiem.
Rano…
Podniosłam ociężale powieki i spojrzałam na miejsce obok mnie. Znajoma i potargana blond czupryna, której właściciel pogrążony jest jeszcze we śnie. Bezszelestnie wstałam z łóżka i opatuliłam się błękitnym szlafrokiem. Zaparzyłam kubek kawy i zaczęłam rozmyślać. Dopiero teraz dotarło do mnie co zrobiłam i jak podle się zachowałam. Dopiero teraz wiem, co to znaczy mieć wyrzuty sumienia. 
- Co ty zrobiłaś, idiotko? – szepnęłam sama do siebie, by za chwilę poczuć dłonie opierające się na moich ramionach i sylwetkę zwisającą tuż nad moją głową.
- Dlaczego siedzisz sama?
- Lubię czasem porozmyślać w samotności.
- I jaki efekt ci to dało?
- Nienajlepszy – westchnęłam ciężko.
- No chyba nie powiesz, że nie było ci dobrze.
- Nie wiem.
- Co to znaczy? – poderwał się nagle, ale w tym samym momencie opanował i zajął ponownie swoje miejsce.
- Nie powinnam tego robić – odparłam.
- Dlaczego?
- Przecież mój…
- Też się przespał z inną – dokończył za mnie.
- Nie do końca. Właściwie to… nie.
- Tak czy siak zasłużył sobie na zemstę – zaśmiał się szyderczo.
Uczucie bezsilności wzrastało z każdą minutą. Jeszcze wczoraj dałabym sobie rękę uciąć, że mój pozorny związek z Facundo był pomyłką i to na Igora czekałam przez ten cały rok. Teraz nie byłam niczego pewna. Z jednej strony biłam się z myślami, że przecież w ogóle go nie znam, nie znam jego przyjaciół ani rodziny, byliśmy dla siebie zupełnie obcy i co najważniejsze, przez ten cały czas unikałam odpowiedzi na jakże dwa ważne słowa zmieniające wszystko. Z drugiej jednak był Igor i cały ten czas jaki mu poświęciłam w przeszłości. Walka myśli przyprawiła mnie o niemały ból głowy, przez który postanowiłam wyprosić Igora i zostać sama.
- Mogę jeszcze tu wpaść?
- Zobaczę.
- Pamiętaj, że mnie się nie da tak łatwo pozbyć – powiedział niby żartem.
- Cześć – odparłam i zamknęłam za nim drzwi.
Po chwili spojrzałam na wyświetlacz. Trzy nieodebranie połączenia i sześć smsów od tego samego nadawcy. Bałam się nawet przeczytać ich treść, dlatego odsunęłam telefon jak najdalej od siebie i zamykając na chwilę oczy spróbowałam poukładać myśli. 
Później…
Cieszyłam się, że nie muszę iść dzisiaj do „Energii”, jednak z drugiej strony wiedziałam, że muszę pojawić się tam jutro i doprowadzić mimowolnie to tego spotkania. Nie wyobrażałam sobie, jak mam mu spojrzeć w oczy. Z upływem godzin coraz bardziej uświadamiałam sobie, jak wielka była to pomyłka. Przez to zaczęłam jeszcze bardziej karcić się za to, że w ogóle pozwoliłam temu tak daleko zajść. Do końca dnia układałam w głowie dialog, który ewentualnie wykorzystałabym w dniu jutrzejszym, lecz mimo wszystko nie potrafiłam znaleźć słów, po przez które wytłumaczyłabym się ze swojego błędu, nie raniąc jednocześnie jego uczuć. Jedynym pocieszeniem i nadzieją było to, że może nie traktował i nie traktuje mnie poważnie i nasza jutrzejsza rozmowa przebiegnie w nadspodziewanie dobry sposób. 
- Jest kobieciarzem.
- Przecież widziałam go z inną.
- To nie może być prawdziwe.
- Co z Igorem?
- Co z Adamem?
Dlaczego moje życie musiało wiecznie zmierzać pod prąd? Dlaczego każda decyzja była tak niedojrzała i nie spowita możliwością poniesienia konsekwencji? Dlaczego jestem taka głupia? Czemu wszystko to dotknę, muszę zaraz zniszczyć? Nie wiem czy dam radę. Nie wiem, czy mogę tu zostać. Nie wiem co będzie dalej. Jedyną odpowiedzią na wszystkie moje pytania, jest jedno wielkie NIE WIEM...
____________________________________________________________

Czwartek = rozdział numer osiem :) Co to się porobiło! Najpierw Facu (serio, on to by chyba i bez nóg zagrał gdyby mógł xD), później podwójne, a nawet i potrójne emocje, no ale na końcu i w efekcie piękny brąz :) Nadszedł czas klubowych rozstań, ale już niedługo reprezentacja i to jest właśnie super wiadomość <3 Kolejna część opowiadania z naszym, jak to ładnie określił Włodi, "argentyńską kuternogą" pojawi się oczywiście w niedzielę ;) Pozdrawiam Was cieplutko i do niedzieli, buziaki ;*

P.S Matura to nie bzdura. To horror w najgorszej możliwej postaci. Oby tylko do 28... :)

#uzależniona_od_siatkówki

niedziela, 3 maja 2015

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VII

- O mój Boże, Adam tak mi przykro - mówiłam, pocierając delikatnie jego plecy.
- To dlatego matka... ona wiedziała, że to koniec.
- Mogę ci jakoś pomóc? - spytałam, chociaż i tak wiedziałam, że nie jestem w stanie nic zrobić.
- Pojutrze jest pogrzeb. Mogłabyś... pojedziesz tam ze mną?
- Oczywiście, nie musisz się martwić - odparłam i jeszcze raz go przytuliłam.
- Cieszę się, że jesteś.
- Jestem i nigdzie się nie wybieram - powiedziałam i spróbowałam obdarzyć go szczerym uśmiechem.
Dzień później...
- Ala, przynieś te nowe piłki z magazynu - poprosił trener. - Są w tym dużym worku pod ścianą.
Po wykonaniu polecenia usiadłam na swoim stałym miejscu i obserwowałam to, co dzieje się na boisku. Nie miałam nastroju, czego wcale nie próbowałam nawet ukrywać, jednak Facu robił wszystko, aby choć na chwilę na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Po treningu odprowadził mnie do domu i próbował dowiedzieć się o co chodzi.
- Ojciec Adama nie żyje - wytłumaczyłam.
- Przykro mi.
- Jakoś nie potrafię sobie z tym poradzić - odpowiedziałam. - W dodatku jutro jest pogrzeb i obiecałam mu, że z nim pojadę.
- Mam pojechać z tobą?
- Nie, poradzę sobie, ale spotkamy się dopiero pojutrze.
- Właściwie, to po pojutrze, w środę gramy mecz.
- Ok, no to pojutrze - uśmiechnęłam się słabo.
- Trzymaj się, piękna - cmoknął mnie na pożegnanie, a po chwili zniknął z pola mojego widzenia.
Tydzień później...
- Podasz pilota?
- Nie chce mi się wstawać.
- Mi też nie, poza tym leżysz na mnie - zaśmiałam się.
- Dlatego nie chcę wstawać.
Dosłownie chwilę później usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Teraz to chyba jednak musisz ze mnie zejść - powiedziałam z uśmiechem, a Facu leniwie pokierował się aby sprawdzić kto przyszedł.
- Cześć.
Kiedy tylko usłyszałam damski głos, od razu zerwałam się z kanapy i z ciekawością podeszłam do drzwi.
- Mam na imię Natalia i mieszkam nad tobą - mówiła pospiesznie dziewczyna, która, muszę przyznać, była bardzo ładna.
- O co chodzi? - spytał po angielsku.
- Nie wiem jak to się stało, ale moja pralka oszalała i zalała mi całą łazienkę, a że mieszkasz tuż pode mną boję się, że może coś się stało u ciebie.
- Pójdę sprawdzić.
Zostałyśmy same. 
- Emm, może wejdź, co będziesz tak stać na klatce? - zaproponowałam i zaprosiłam ją do środka.
Po chwili wrócił Facu i ze spokojem stwierdził, że nic się nie dzieje i nigdzie nie widzi żadnej wody.
- Uff, całe szczęście - odetchnęła Natalia.
- Chyba musisz zmienić pralkę, to powinno rozwiązać problem - zaśmiał się mój chłopak. - Napijesz się czegoś?
- No dobrze, bardzo chętnie - odpowiedziała z uśmiechem i zajęła miejsce przy stole.
Później...
- Miło było was poznać.
- Ciebie też - powiedział Argentyńczyk.
- Ekhem... może głupio to zabrzmi i w ogóle, ale czy mógłbyś pójść ze mną na chwilę na górę i sprawdzić czy wszystko z tą pralką już w porządku? Nie chcę więcej niespodzianek.
- Nie wiem czy się na tym znam.
- Na pewno się znasz. Taki facet jak ty na pewno na wszystkim się zna - uśmiechnęła się do niego zalotnie, co skutecznie podniosło mi ciśnienie.
- No dobrze, mogę zobaczyć. Zaraz wracam - zwrócił się do mnie i jak ten piesek popędził za nią na górę.
Po chwili...
- I jak tam panie złota rączka, uratowałeś tą piękną damę z opresji?
- Co? Jaka złota rączka? Jaką damę z opresji? - zaśmiał się.
- Nieważne - odparłam i odwróciłam się.
- Czyżby ktoś tu był zazdrosny? - spytał i objął mnie od tyłu.
- Skądże.
- Pokaż się no tu szybko - powiedział i tanecznym ruchem obrócił mnie w swoją stronę.
- No, widzisz mnie. Zadowolony?
- Bardzo - uśmiechnął się i już chciał mnie pocałować, kiedy zobaczyłam biały kawałek kartki wystający z kieszeni jego spodni. Wyciągnęłam ją i zauważyłam, że widnieje na niej numer telefonu tej blondyny z góry.
- Co to jest?
- Numer telefonu.
- Po co? - zapytałam ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Natalia mi dała, w razie jakichś awaryjnych sytuacji.
- Awaryjnych sytuacji? - coraz bardziej się denerwowałam, bo doskonale wiedziałam i widziałam z resztą jak na niego patrzy. Jak wygłodniały lew na swoją potencjalną ofiarę.
- No takich jak dzisiaj.
- Mieszkasz tu nie od dziś i nagle dopada cię jakaś sąsiadka z wyciętym dekoltem i numerem telefonu?
- Ala, nie czepiaj się szczegółów.
- Szczegółów? Jeśli to dla ciebie szczegół, to przepraszam bardzo. Może zaraz znowu przyjdzie tu jakaś kolejna blondyna tym razem z zepsutą lodówką, co? 
- Przestań, kotku - uśmiechał się, ale ja nie dawałam za wygraną.
- To ty przestań - wkurzyłam się i zaczęłam ubierać buty.
- Aha, czyli chcesz się pokłócić przez jakąś dziewczynę, której w ogóle nie znam? - on też zaczynał się denerwować.
- Nie znasz, ale numer telefonu z chęcią bierzesz.
- Dobra, wyrzucam go do kosza, zadowolona?
- Bardzo. Do jutra, kotku - odparłam zirytowana i zamknęłam za sobą drzwi.
W drodze powrotnej odwiedziłam jeszcze sklep spożywczy i kupiłam butelkę wody. Kiedy wyszłam, upiłam od razu kilka jej łyków, a moim oczom niespodziewanie ukazała się bardzo dobrze znana postać.
- Cześć.
- Cześć. Co ty tu znowu robisz?
- Odwiedzam kumpla, mieszka tu. A ty? Co tutaj robisz?
- Kupuję wodę - odparłam i wskazałam na butelkę.
- Ostatnim razem zachowałem się jak ostatni sukinsyn.
- Nie tylko ostatnim razem - poprawiłam go, na co zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Tak. Zgadza się, ale musisz wiedzieć, że żałuję.
- To nie jest mój problem - powiedziałam i marzyłam tylko o tym, aby być już w domu i nie patrzyć na tego człowieka, przez którego tyle się nacierpiałam.
- Chciałbym ci to wynagrodzić.
- Nie musisz niczego wynagradzać, po prostu daj mi wreszcie spokój.
- To nie w moim stylu. Jest tu jakaś knajpka?
- Ty naprawdę sobie żartujesz.
- Dlaczego? Po prostu chcę wyciągnąć moją, niestety, byłą dziewczynę na kawę. Czy to aż takie dziwne? - zaśmiał się.
- Tak? I jak to się tym razem skończy? Znów mnie uderzysz? Jesteś chory i...
- Skończyłem odwyk - wszedł mi w słowo.
- Naprawdę? Emm... no to świetnie - odparłam łagodnie.
- No to może w ramach uczczenia tego pójdziemy na tą kawę? - spytał i próbował obdarzyć mnie uśmiechem, który jeszcze ponad rok temu potrafił zdziałać cuda, jednak teraz na nic się nie zdawał.
Dosłownie przez minutę zawahałam się i zastanawiałam czy się zgodzić, ale wygrał zdrowy rozsądek i pamięć o wydarzeniach z przeszłości. Ku mojemu zdziwieniu nie przyszło to łatwo, ale odmówiłam mu.
- Szkoda. Wielka szkoda, jednak gdybyś może nabrała odwagi i odrobiny zaufania, zadzwoń.
- Zobaczę - powiedziałam szczerze. - Trzymaj się - dodałam i oddaliłam się do niego.
W domu...
- Adam? Co ty robisz? - zapytałam zdziwiona, widząc spakowane torby na przedpokoju.
- Przepraszam, ale nie mogę tu zostać.
- Co się dzieje?
- Nie wytrzymam tu dłużej. Nie będę udawał, że nic się nie stało. Muszę odpocząć.
- Rozumiem, że strata ojca to okropne przeżycie, ale jesteś pewien, że chcesz to wszystko tak po prostu zostawić? Że chcesz zostawić mnie samą?
- Nie jesteś sama. Masz Facundo.
- To nie to samo. Od zawsze jesteśmy nierozłączni, pamiętasz? - uśmiechnęłam się na wspomnienie tych czasów.
- Wszystko się zmieniło. Nie jesteśmy już małymi dziećmi - odpowiedział poważnie, co lekko mnie zabolało.
- A co z praktykami, co z mieszkaniem? - dopytywałam.
- Nie musisz się o to martwić. Niedługo ty też wracasz do domu.
- Za niecałe cztery miesiące - poprawiłam go.
- Poradzisz sobie, ja nie mogę tu zostać. Przepraszam.
- No to kiedy wyjeżdżasz?
- Właściwie to zaraz. Chciałem się tylko z tobą pożegnać.
- Więc się żegnaj - powiedziałam lekko zmieszana.
- Nie miej mi tego za złe.
- Nie mam.
- Spotkamy się za cztery miesiące, w domu - uśmiechnął się. - Do zobaczenia.
Zostałam sama. Było mi dziwnie widząc pusty pokój, puste szafy, zaścielone łóżko i brak męskich kosmetyków w łazience. Rozumiałam Adama. Rozumiałam, ale nie zmieniało to faktu, że miałam mu trochę za złe, że bez uprzedzenia wrócił do domu. Przez te kilka miesięcy musiałam sobie jakoś poradzić i mieć nadzieję, że czas szybko zleci, a mój staż w hali "Energia" zakończy się pomyślnie.
Dzień później...
- Masz zamiar w ogóle się do mnie dzisiaj nie odzywać?
- Nie przyszłam tu rozmawiać, tylko wykonywać polecenia trenera - odparłam, zapisując jednocześnie dane do statystyki bloku. 
- Jesteś nieznośna.
- Ty też. 
- Naprawdę jesteś zazdrosna o jakąś głupią sąsiadkę? - wkurzył się.
- Przerabialiśmy to wczoraj - powiedziałam spokojnie.
- Ale przecież ani jej nie całowałem, ani nie spałem, nawet za dużo nie gadałem!
- "Ale numer telefonu wziąłem" - przedrzeźniałam go. - Pewnie wszyscy tak robią, prawda? Karol? Ty też bierzesz numery od obcych dziewczyn?
- Mnie w to nie mieszajcie! - zaśmiał się.
- Boże, kobieto! Jak cię przekonać?
- Zagraj pięć asów serwisowych pod rząd to pogadamy - odparłam na odczepnego, a on wtargnął nabuzowany na boisko i dorwał piłkę.
- Zaczynamy! - krzyknął trener i wskazał na Facu, aby wykonał zagrywkę.
Popisowo spojrzał na mnie, podrzucił piłkę do góry i huknął jak z armaty. Ustrzelił Wojtka Włodarczyka. 
- 107! 
Druga piłka fartem przedostała się po siatce na stronę przeciwnika. Trzeci serwis wyglądał podobnie do pierwszego. Ofiara - znów Wojtek Włodarczyk.
- 109!
Kolejna zagrywka zaskoczyła Kacpra Piechockiego i również wylądowała na podłodze nie podbita przez nikogo.
Zauważyłam podstępny uśmieszek na twarzy przyjmującego przed piątym serwisem. Podrzucił piłkę do góry i z impetem uderzył w nią dłonią. 
- Aut! - krzyknął Kacper.
- Boisko - powiedział trener.
- A nie aut?
- Nie, boisko. Pięć do zera!
- Brawo Facu! - poklepali do koledzy i wznowili grę.
Później...
- Cwaniaczek.
- Widzisz jaki jestem dobry? - zaśmiał się.
- Ustawiłeś to z chłopakami - droczyłam się.
- To po prostu wrodzony talent.
- Mam ci przypomnieć mój talent celowania piłką w głowę? - spytałam rozbawiona.
- Nie musisz. Bardzo dobrze to pamiętam. Idziemy do mnie?
- Idź sam, wpadnę później.
- Na pewno?
- Na pewno - uśmiechnęłam się.
- Będę czekał, piękna.
- Mam nadzieję - odparłam i cmoknęłam go w policzek.
- Tylko tyle? - udał niepocieszonego.
- Więcej wieczorem - zaśmiałam się i skierowałam ku swojemu domowi.
Muszę się przyzwyczaić do tego, że mieszkam sama. Otworzyłam drzwi z nadzieją, że zobaczę zaraz Adama, albo usłyszę muzykę lecącą z jego wieży. Chciałam trochę odpocząć. Od rana kiepsko się czułam i ciągle miałam ochotę spać, dlatego też pozwoliłam sobie na krótką drzemkę, po której dopiero wybrałam się do Facundo.
Był wieczór, ale nie przeszkadzało mi to. Wystarczyły tylko moje słuchawki i spokój, który mnie otaczał. Po niedługim spacerze stanęłam przed odpowiednimi drzwiami. Pomyślałam, że zrobię Argentyńczykowi niespodziankę i wejdę po cichu do domu. Tak też uczyniłam. Uchyliłam delikatnie drzwi, lecz widok jaki tam zastałam kompletnie wyprowadził mnie z równowagi...
____________________________________________________________

Siódemka :) Jak tam mija długi weekend? Pogoda dopisuje? :) Grille poszły w ruch? ;) Dziś pojedynek Skra vs. Jastrzębie. Będę nieobiektywna i powiem, że mimo sympatii do Jastrzębia kibicuję Skrze i mam nadzieję, że już dziś zawieszą brązowe krążki na swoich szyjach :) Co prawda nie będzie już czego oglądać, ale przecież niedługo rusza sezon reprezentacyjny i znów nie będziemy mogli opędzić się od siatkówki ;) Co do kolejnego rozdziału, pojawi się standardowo w czwartek. Na razie to tyle :) Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze, trzymajcie się, do czwartku ;*

#uzależniona_od_siatkówki

czwartek, 30 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ VI

ROZDZIAŁ VI

Miesiąc później...
- Wszystkiego najlepszego księżniczko!
Adam wparował mi do pokoju z wielkim bukietem przepięknych kwiatów i obcałował wszędzie gdzie się dało.
- Dobrze, Adam! - śmiałam się - Łaskoczesz mnie!
- Jeszcze to sobie odbijemy.
- Kwiaty naprawdę wystarczą - odparłam z uśmiechem.
- Gdybym nie musiał dzisiaj jechać do tej Warszawy, to uczcilibyśmy to jakoś fajniej.
- A o której tam jedziesz?
- Jak tylko zjemy śniadanie.
Po kilkunastu minutach i wspólnie zjedzonym posiłku Adam skierował się na przedpokój aby ubrać kurtkę, a ja stojąc w szlafroku okrywającym piżamę przyglądałam się mu.
- Że też akurat muszę dzisiaj jechać - marudził.
- Szybko wrócisz i po sprawie.
- Może zadzwoń po Lidkę, albo po tego twojego Facu? Przynajmniej nie będziesz sama.
- Przecież dobrze wiesz, że Lidka jest chora, a Facu... Facu jest zajęty. Gra dzisiaj mecz i na pewno nie ma czasu - odparłam i zarumieniłam się lekko.
- No to się wynudzisz.
- O na pewno nie! - zaśmiałam się. - Może wybiorę się do galerii i sprawię sobie urodzinowy prezent? - podeszłam i poprawiłam mu kołnierzyk koszuli.
- Postaram się jak najszybciej wrócić, pa - powiedział i cmoknął mnie w policzek, po czym opuścił mieszkanie, zostawiając mnie w nim samą.
Nie miałam zamiaru się nudzić. Wybrałam się do łazienki i przytaszczyłam stamtąd całą walizkę kosmetyków, po czym postanowiłam urządzić mini spa w salonie. Po kliku, bądź kilkunastu "zabiegach" upiększających faktycznie nabrałam ochoty na wyjście do galerii i przechadzkę po sklepach. Nie zwlekając zbyt długo, ubrałam się w moje ulubione dżinsy i udałam w kierunku "Olimpii" na polowanie na ciuchy.
Później...
Nawet się nie zorientowałam, że zakupy zajęły mi tyle czasu. Kiedy wróciłam do domu, na zegarku dochodziła 18, a na zewnątrz zaczynało robić się szarawo. Udało mi się jednak kupić całkiem niezłą kieckę i szpilki, z czego byłam bardzo zadowolona. Przymierzyłam wszystko jeszcze raz na spokojnie i przejrzałam się w lustrze, po czym przebrałam w swoje domowe ciuchy i zasiadłam wygodnie przed telewizorem, włączając jakąś komedię, która akurat leciała w telewizji. Chwilę później zadzwonił telefon.
- Halo? Cześć przystojniaku - powiedziałam z uśmiechem, wiedząc doskonale kto jest po drugiej stronie.
- Właśnie takiego powitania oczekiwałem - zaśmiał się.
- Jak tam mecz? - spytałam.
- Dobrze, wygraliśmy.
- No to bardzo się cieszę.
- Masz jakieś plany na wieczór?
- Właściwie to nie, a...
- To już masz, będę u ciebie za godzinę - przerwał mi, po czym rozłączył się szybko sprawiając, że byłam zdezorientowana i zaczęłam zastanawiać się o co mu chodzi. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko wrócić do mojej wygodnej pozy na kanapie i czekać na przyjście Argentyńczyka.
Godzinę później...
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zajęło mi chwilę aby je otworzyć, jednak kiedy w końcu to zrobiłam, nie ujrzałam nikogo w progu. Rozejrzałam się wokół i nagle moim oczom ukazała się ręka trzymająca piękny bukiet kwiatów, a po chwili cała sylwetka Facu. Wprawił mnie w niezłe osłupienie bo był ubrany w dżinsy i ciemną koszulę. W dodatku przywitał mnie swoim czarującym uśmiechem.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedział i wręczył mi kwiaty.
- Skąd wiedziałeś? - uśmiechnęłam się i zaprosiłam go do środka.
- Trener nam powiedział.
- A on skąd wiedział?
- No przecież w stażu jest zapisana twoja data urodzenia. Ubieraj się, wychodzimy.
- Dokąd? - zdziwiłam się.
- Mówiłem ci.
- Mówiłeś, że do mnie wpadniesz - poprawiłam go.
- To teraz mówię, że wychodzimy - zaśmiał się.
- W tym momencie?
- Jeśli jesteś gotowa, to tak.
- Eem... nie, muszę się przebrać. Daj mi trochę czasu - powiedziałam i popędziłam wprost do swojej sypialni, a konkretnie szafy. Poczułam się zażenowana tym, że on wyglądał jak młody bóg, a ja przywitałam go jak ta sierotka Marysia w dresach i zwykłym topie.
Po kilkunastu minutach, w pełnym makijażu i nowo zakupionej sukience weszłam z powrotem do salonu.



- O ja pierdolę... to znaczy... wyglądasz... ekhem... pięknie wyglądasz.
Facu pomógł mi włożyć płaszcz, a chwilę później znaleźliśmy się już w jego samochodzie zaparkowanym pod moim domem, po czym ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Możesz mi wreszcie powiedzieć dokąd mnie zabierasz? - dopytywałam.
- Zobaczysz. Spodoba ci się - zaśmiał się.
- Taki jesteś pewien? - droczyłam się z nim.
- Tak, jestem pewien.
Facundo starał się być tajemniczy do końca, jednak droga wiele mi zdradziła.
- Warszawa? - spytałam podekscytowana.
- Mówiłem, że ci się spodoba - odparł zadowolony.
Po około dwóch godzinach jazdy zaparkowaliśmy przed jedną z lepszych restauracji w mieście. Poczułam się nieswojo wiedząc, ile trzeba tam zapłacić za zjedzenie czegokolwiek, a wszystko wskazywało na to, że właśnie mieliśmy się tam udać.
- Eee... jesteś pewien, że chcesz tam wejść?
- Jasne, a czemu nie?
- Wiesz, że to bardzo drogi lokal?
- No i co z tego? - uśmiechnął się. - Dziś twoje święto i trzeba je uczcić. Przestań się tak nad wszystkim zastanawiać, zapraszam do środka - dodał i przepuścił mnie w drzwiach do pięknego wnętrza.
Później...
- Przepyszne - skomentowałam deser.
- Mój też. Chcesz spróbować?
- Pewnie - zaśmiałam się.
- Dolać może państwu jeszcze wina? - spytała kelnerka, która akurat do nas podeszła.
- Tak, poprosimy - odpowiedział za nas oboje Facu.
- Pięknie państwo razem wyglądacie - powiedziała kobieta podczas uzupełniania kieliszków.
- To ta pani pięknie wygląda.
Po zjedzonym wspólnie posiłku opuściliśmy restaurację i pokierowaliśmy się w stronę samochodu, jednak w ostatniej chwili coś mnie tknęło.
- Przecież piłeś. Chcesz prowadzić?
- Nie. W sumie miałem nadzieję, że pokażesz mi swoje miasto w blasku księżyca.
Rozbawił mnie tym stwierdzeniem, ale bez wahania się na to zgodziłam. Złapaliśmy się za ręce, po czym udaliśmy się przed siebie w celu zwiedzania różnych uliczek i miejsc. Facu przez cały czas rozśmieszał mnie i nie inaczej było wtedy, kiedy doszliśmy do podświetlanej fontanny, po której krawędziach zaczął chodzić.
- Złaź! - krzyknęłam.
- Jestem wyższy od ciebie.
- Tak, jesteś wyższy nawet bez balansowania na brzegach fontanny, złaź! - śmiałam się.
- Bo co? Boisz się, że tam wpadnę i będziesz musiała mnie ratować? - powiedział, kiedy zszedł na dół.
- Nie. Boję się, że tam wpadniesz i zniszczysz tą elegancką koszulę - zażartowałam.
- Zawsze mogę ją zdjąć.
- Zmarzniesz.
- Przy tobie? Nigdy.
- Może ci się przydać. Wiesz, że nie mamy gdzie spać?
- A po co spać? Nie podoba ci się tu? - zapytał uradowany.
W tej chwili mnie olśniło. Przecież miałam przy sobie klucze od mojego mieszkania. Nosiłam je cały czas w torebce i tym razem nie było inaczej.
- Podoba. Bardzo podoba, ale wiesz co? Jednak nie spędzimy tu całej nocy. Chodź! - powiedziałam i porwałam go za sobą w stronę mojego warszawskiego domu.
Po kilkunastu minutach drogi byliśmy już na miejscu. Chwilę zajęło mi odnalezienie kluczy w torebce, jednak kiedy w końcu mi się to udało, mogliśmy przekroczyć próg. Przeszliśmy do salonu, gdzie podeszłam do komody aby zapalić nocną lampkę.
- Wolisz spać u mnie w pokoju, czy tutaj? - spytałam, po czym odwróciłam się i prawie zetknęłam z twarzą Facu. Nie odpowiedział na moje pytanie.
- Hej, powiedz coś - zaśmiałam się.
W dalszym ciągu nie doczekałam się odpowiedzi, ale Argentyńczyk przyciągnął mnie delikatnie do siebie i oparł głowę na moim ramieniu.
- Kocham cię - wyszeptał.
Na te słowa cała zesztywniałam. Przez moją głowę przebiegło chyba z tysiąc myśli na raz i kompletnie nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Odsunęłam się od niego i spojrzałam prosto w oczy. Uśmiechał się do mnie i wyraźnie czekał na jakąkolwiek reakcję, czy odpowiedź. Owszem, wypiliśmy trochę, ale chyba nie aż tyle, żeby wygadywał takie głupoty. Patrząc tak na niego jeszcze przez chwilę, pozwoliłam z powrotem się przyciągnąć.
- Możesz powtórzyć to co powiedziałeś?
- Kocham cię.
Ta odpowiedź dała mi impuls do tego, aby musnąć delikatnie jego wargi. Zauważyłam uśmiech i poczułam, jak przyspiesza mu serce, zresztą ze mną było podobnie. Facu odwzajemnił pocałunek, tym razem bardziej namiętnie i zachłannie, przygryzając dodatkowo moją wargę. Po chwili nasze nogi zaprowadziły nas wprost do łóżka w sypialni, gdzie od razu położyłam się na plechach i ponownie zatopiłam w jego spojrzeniu. Instynktownie zaczęłam odpinać guziki jego koszuli, rozkoszując się jednocześnie po raz kolejny wonią jego perfum. On nie pozostał mi dłużny i dopadł zamek mojej sukienki, powodując jednym szybkim ruchem to, że była ona bliska wylądowania na podłodze. Ujrzałam jego nagi i umięśniony brzuch oraz łańcuszek opadający na tors. Zawisł nade mną i zaczął obdarowywać pojedynczymi pocałunkami doprowadzając do tego, że ciężko było mi zapanować nad oddechem i wszystkimi myślami. Po chwili jednak udało mi się i obróciłam się tak, że teraz ja górowałam nad jego ciałem i podziwiałam całe jego piękno. Mogłabym to chyba robić przez cały czas, jednak noc była stanowczo za krótka.
Rano...
Obudziłam się i poczułam zimne miejsce obok. Podniosłam się z łóżka i okryłam kołdrą nagie ciało, zbierając jednocześnie z podłogi porozrzucane ubrania. Przebrałam się szybko w jakieś ciuchy, które pozostały w szafie i w tym samym momencie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Cześć piękna, wyspałaś się?
W odpowiedzi pokiwałam tylko głową.
- Ładnie wyglądasz, ale wolałem cię w tej sukience, a później bez niej - wyszeptał mi do ucha.
- Oj przestań! - zaśmiałam się i szturchnęłam go w ramię. - Muszę cię uprzedzić, że nie byłam tu od dwóch miesięcy, więc lodówka jest kompletnie pusta - dodałam.
- Nie szkodzi. Kupimy coś po drodze.
Po kilkunastu minutach krzątaniny opuściliśmy moje mieszkanie i udaliśmy się w drogę powrotną do Bełchatowa.
Dwie godziny później...
- No to widzimy się jutro - powiedziałam i wyszłam z samochodu, jednak dosłownie sekundę później Facu stał tuż przede mną i zagradzał mi drogę.
- Chyba o czymś zapomniałaś.
- Eee... nie, wszystko wzięłam.
- Nie wszystko - odpowiedział i wskazał na swoje usta.
- Nie wiem o co ci chodzi - droczyłam się z nim.
- Z chęcią ci wyjaśnię - powiedział, po czym przyciągnął mnie do siebie i wziął to, o co prosił.
- Czy to już wszystko panie Conte? - spytałam z udawaną powagą.
- Tak. Teraz może pani iść.
- Do jutra - uśmiechnęłam się.
- Do jutra.
Uradowana i szczęśliwa przekroczyłam próg domu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to siedzący przy stole w kuchni Adam. Zdziwiłam się, że tak szybko wrócił ale i tak ucieszyłam się na jego widok. Coś chyba jednak było nie tak.
- Adam?
Opierał się rękoma i patrzył nieobecnym wzrokiem w jeden punkt. Po chwili wstał z miejsca i przytulił mnie mocno.
- Coś się stało? Powiedz mi.
Po raz kolejny nie otrzymałam odpowiedzi, ale usłyszałam, że Adam zaczyna szlochać i wzmacniać uścisk na moim ciele.
- Mój ojciec... nie żyje.
_______________________________________________________________

Rozdział szósty - check ;) Kto oglądał wczoraj w akcji Skrę i Jastrzębie? Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że walka o brązowy medal zakończy się po trzech meczach, jednak zabawa trwa dalej i wszystko jest jeszcze możliwe :) Jakie macie plany na majówkę? U mnie minie pewnie z powtórkami lektur w roli głównej, ale cóż, trzeba to jakoś przeżyć :) Kolejny rozdział w niedzielę ;) Mam nadzieję, że ten powyższy przypadł Wam do gustu mimo tego miodku i słodyczy :D Dziękuję za wejścia i do niedzieli, buziaki ;*

#uzależniona_od_siatkówki

niedziela, 26 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ V

ROZDZIAŁ V

Dwa tygodnie później...
- Gratuluję - powiedziałam spokojnie, próbując podać Facu rękę, ale on wyczuł że się zgrywam i wziął mnie w swoje ramiona, potrząsając z radości całym moim ciałem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! - mówił.
- Widzę - zaśmiałam się.
- Musimy to jakoś uczcić!
- Na pewno będziecie świętować z drużyną - uśmiechnęłam się i przeniosłam wzrok na jego kolegów, którzy skakali i obejmowali się na boisku.
- To swoją drogą - odpowiedział.
- Co masz na myśli? - mówiłam, stale się uśmiechając.
- Dobrze wiesz. W końcu muszę cię zabrać na tą pierwszą randkę, prawda?
- Pierwszą randkę? Tak to nazwałeś?
- A jak inaczej?
- No nie wiem czy wspólne wyjście po trzech tygodniach znajomości można nazwać już randką - droczyłam się z nim.
- Można i ja to tak nazywam, ale zanim ze mną, czeka cię randka z 20 innymi facetami - zaśmiał się. - Chodźmy się przebrać - dodał.
Po wygranym meczu wspólnie z całą ekipą udaliśmy się do lokalu aby to uczcić. Świetnie bawiłam się z Facundo, który nie odstępował mnie na krok mimo tłumu dziewczyn, który go otaczał. Kilka godzin później opuściliśmy klub i udaliśmy się na wspólny spacer.
- Wiesz która jest godzina? - spytałam śmiejąc się.
- Eeee... nie. A czy to ważne? - odpowiedział równie zadowolony. Obydwoje trochę wypiliśmy, dlatego czuliśmy się tacy uradowani.
- Super się dzisiaj bawiłam - powiedziałam i podeszłam do barierki mostku, przez który akurat przechodziliśmy.
- Cały ten dzień był super - odparł i dołączył do mnie. - Nie jest ci zimno?
- Mi? Jestem Polką, więc zawsze mi gorąco - uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego zalotnie.
- Ej, to mój tekst - zaśmiał się.
- Już nie - zbliżyłam się i złapałam za kołnierzyk wystającej koszuli.
- Myślisz o tym samym co ja? - wyszeptał, na co tylko przygryzłam wargę.
Facundo przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w oczy. Po chwili poczułam na swoich ustach delikatny pocałunek. Objęłam go rękoma i odwzajemniłam to, tym razem bardziej namiętnie. Nasze oddechy przyspieszyły, a moje serce przekroczyło chyba dwukrotnie dozwoloną szybkość bicia.
- Chyba powinniśmy już iść - powiedziałam i zaczęłam się śmiać, po czym ponowiłam pocałunek.
Kilka minut później uznaliśmy, że trzeba wracać do domu tym bardziej, że czułam wpływ procentów na swoje ciało.
- Spotkamy się jutro? - spytał Facu, kiedy staliśmy przed budynkiem mojego mieszkania.
- Już jest jutro - uśmiechnęłam się.
- Nie łap mnie za słówka.
- Mogę cię złapać za coś innego - odparłam i nie mogłam opanować śmiechu.
- Idź już lepiej do tego domu wariatko - zawtórował mi.
- Do dzisiaj - wyszeptałam i cmoknęłam go w policzek, po czym skierowałam się w końcu w kierunku drzwi.
Rano...
- No dzień dobry pani - powiedział Adam i wparował mi w pokoju, zastając mnie w nim w stanie totalnego nieogarnięcia. 


- Muszę wstawać? - wymamrotałam zaspana.
- Na szczęście nie - zaśmiał się.
- Dzięki Bogu - odparłam.
- Widzę, że ktoś tu nieźle zabalował - zauważył i wcisnął mi się pod kołdrę.
- Byłam z chłopakami w lokalu uczcić ich zwycięstwo.
- No widzisz, a tak narzekałaś jak szłaś na praktyki. Ja co najwyżej mogę świętować to, że pani Stasia zrobiła 20 przysiadów zamiast 10 - zażartował.
Cieszyłam się, że jest niedziela i nie muszę podnosić się z łóżka, jednak zmusił mnie to tego dźwięk telefonu, który leżał na biurku przy oknie. Spojrzałam na wyświetlacz, jednak numer nic mi nie mówił.
- Halo?
- Cześć, nie obudziłem cię?
Kiedy usłyszałam głos po drugiej stronie, byłam już pewna z kim rozmawiam.
- Czego chcesz?
- Słyszałem, że tymczasowo mieszkasz w Bełchatowie. Tak się składa, że będę tam dzisiaj i może to dobra okazja, żebyśmy mogli się spotkać i pogadać?
- Chyba cię pogięło. Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, ani tym bardziej widzieć twojej paskudnej gęby.
- Po co od razu te nieuprzejmości? Zawsze lubiłem twój charakterek, ale gdzie te czasy, kiedy mówiłaś do mnie "skarbie"?
- Może minęły wtedy, kiedy przez ciebie zaczęłam regularnie lądować na izbie przyjęć? Albo kiedy zastałam się w łóżku z moją kuzynką?! Skąd w ogóle masz mój numer?! Odpieprz się ode mnie człowieku raz na zawsze! - krzyknęłam i rzuciłam telefonem gdzieś przed siebie, po czym usiadłam w fotelu i westchnęłam ciężko próbując opanować emocje.
- Kto dzwonił? - spytał Adam, który podszedł i kucnął przede mną.
- Zgadnij.
- Jak dorwał twój numer?
- Nie wiem, ale już zdołał wyprowadzić mnie z równowagi - odparłam drżącym głosem.
- Nie przejmuj się nim, to już przeszłość - powiedział Adam i przytulił mnie, abym całkiem się nie rozsypała.
- Ciągle mam to przed oczami.
- Minął prawie rok - mówił i gładził mnie rękoma po plecach. - Musisz w końcu o tym zapomnieć.
- Powiedział, że będzie dziś w Bełchatowie. A co jeśli mnie znajdzie?
- Pewnie się zgrywał. Jeśli chcesz, będę z tobą przez cały dzień i nie odstąpię cię na krok - powiedział i uśmiechnął się, ocierając jednocześnie jedną z łez, której nie byłam w stanie powstrzymać.
- Jesteś najlepszy - wyszeptałam i wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.
Później...
- Dobrze. Będę za dwie godziny. Tak, na pewno. Ja ciebie też. Do zobaczenia.
- Co się stało? - spytałam.
- Dzwoniła moja matka. Ojciec znowu się gorzej poczuł i jest w szpitalu. Muszę pojechać do Warszawy.
- To coś poważnego?
- Pewnie znowu przeholował, ale matka wariuje więc muszę jechać. Postaram się jak najszybciej wrócić - odpowiedział i zaczął ubierać buty.
- Gdyby coś się działo to dzwoń, no i pozdrów tatę - uśmiechnęłam się i odprowadziłam go wzrokiem.
- Do wieczora.
Nie wiedziałam za bardzo co ze sobą zrobić. Pokręciłam się po domu i posprzątałam trochę. W sumie skończyło się to tak, że wylądowałam przed telewizorem i zaczęłam oglądać jakiś przypadkowy program. Chwilę później usłyszałam dźwięk oznaczający nadchodzące połączenie. Znów nieznany numer. Odebrałam tylko telefon, lecz nie odzywałam się i czekałam aż ktoś zrobi to jako pierwszy.
- Ala?
Okazało się, że to Facundo. Od razu mi ulżyło i zaczęłam rozmowę.
- Cześć przystojniaku - zaśmiałam się.
- O, jakie miłe powitanie. Właśnie takie, jakiego się spodziewałem - zawtórował mi. - Bardzo się nudzisz?
- To zależy co masz na myśli.
- Jeśli tak, to może ponudzimy się razem? Wpadłabyś do mnie?
- Bardzo kusząca propozycja, ale jest jeden problem.
- Jaki?
- Nie mam pojęcia gdzie mieszkasz. Nawet nie miałam twojego numeru telefonu. Jak to się w ogóle stało? - spytałam wesoło.
- Przecież wczoraj zapisywałaś go sobie na ręce. Mówiłem żebyś wpisała do telefonu, ale wolałaś rękę. A adres to nie problem.
- Eee... serio? - zdziwiłam się, po czym automatycznie spojrzałam na rękę i zauważyłam zamazany tusz długopisu, którego widocznie nie domyłam rano.
- Serio - zaśmiał się. - To jak? Przyjdziesz?
Przez chwilę się zawahałam. Znaliśmy się z Facundo ledwo trzy tygodnie i bałam się, że to za szybko się rozwija a poza tym bałam się, że chodzi mu tylko o zabawę moim kosztem zwłaszcza, że niedawno rozstał się z dziewczyną. Mimo to coś mnie do niego ciągnęło i chyba właśnie dlatego zgodziłam się na jego propozycję.
- Dawaj ten adres, niedługo będę.
Jak to zwykle miałam w zwyczaju, spędziłam przy szafie wybierając jakieś fajne ciuchy z dobre pół godziny. W końcu wybór padł na prosty i nieskomplikowany zestaw, bo przecież nie idziemy do jakiejś ekskluzywnej restauracji, tylko będziemy u niego w mieszkaniu. Podmalowałam lekko oczy i usta, spryskałam ulubioną perfumą i w ten sposób byłam gotowa do wyjścia. Przez okno zauważyłam, że znów pada dlatego zgarnęłam jeszcze parasol i zamknęłam w końcu drzwi, kierując się pod wskazany przez Facundo adres.
Zrobiło się pochmurno, przez co też trochę ciemnawo. Facu powiedział, że wyjdzie w moją stronę abym mogła bez problemu do niego trafić, ale póki co założyłam słuchawki i samotnie przemierzałam drogę zatracając się w muzyce.
Po kilkunastu minutach drogi poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Byłam przekonana, że to Argentyńczyk, jednak okazało się, że spełnił się mój najczarniejszy scenariusz.
- Tak myślałem, że prędzej czy później się spotkamy.
- Czego ode mnie chcesz?
- Porozmawiać, powspominać...
- Zostaw mnie w spokoju - powiedziałam i przyspieszyłam kroku, ale Igor był szybszy.
- Nie skończyłem.
- Ale ja z tobą skończyłam, rok temu - starałam się zachować opanowanie i nie dać po sobie poznać strachu.
- Tak ci się tylko wydaje. Myślisz, że można mnie tak po prostu zostawić?
- Daj mi spokój, proszę.
- Ja też prosiłem, uprzedzałem żebyś tego nie robiła i zobacz, znów się spotykamy - uśmiechnął się podstępnie. - To przeznaczenie - dodał.
- Nie powinieneś być teraz na odwyku? - spytałam, myśląc jednocześnie jak wybrnąć z tej sytuacji.
- To nie dla mnie. Nie ma tam takich dziewczyn jak ty - szepnął i zbliżył się aby przejechać dłonią po moim policzku.
- N-nie dotykaj mnie.
- Jeszcze do niedawna to lubiłaś. Nie tylko tu, ale i tu - mówił, próbując położyć dłoń niżej, ale strąciłam ją zdecydowanie.
- Posłuchaj mnie ty...! - nie zdążył skończyć, bo jak najszybciej zaczęłam od niego uciekać.
- Stój! - krzyczał, a po chwili złapał mnie i patrzył tylko tym swoim nieobecnym wzrokiem. - Taka piękna i nie moja. Jak to się w ogóle mogło stać? - mówił chyba sam do siebie.
- Igor, puść - poprosiłam, a on o dziwo posłuchał.
- Niedługo znów się spotkamy - powiedział cicho i kiedy już miał się oddalać, wymierzył siarczysty cios w mój policzek.
Stanęłam jak wryta, obserwując tylko jego drogę w nieznanym mi kierunku. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie byłam w stanie wydobyć ani jednej łzy. Byłam zszokowana zaistniałą przed chwilą sytuacją i jedyne co udało mi się zrobić, to złapać za obolałe miejsce. Niemal podskoczyłam w miejscu, kiedy usłyszałam dzwoniący telefon.
- Halo? - starałam się brzmieć jak najbardziej naturalnie.
- Gdzie ty się podziewasz? Jestem już w połowie drogi, a ciebie dalej nie ma - zaśmiał się Facu.
- Już idę. Przepraszam - odparłam i szybko się rozłączyłam.
Po kilku minutach zauważyłam charakterystyczną i znaną mi sylwetkę.
- No nareszcie! Już myślałem, że zabłądziłaś - uśmiechnął się chłopak.
- Nie, po prostu trochę później wyszłam z domu.
- Coś się stało?
- Nie, dlaczego pytasz? - spojrzałam na niego.
- Masz taką minę, jakbyś była z czegoś niezadowolona.
- Bo jestem - odpowiedziałam i dopiero teraz moje emocje wzięły górę, co skończyło się płaczem na środku ulicy.
- Alicja, co się dzieje? - zapytał i starał się unieść mój podbródek, ale byłam tak zażenowana, zła i roztrzęsiona, że miałam tylko ochotę zapaść się pod ziemię. - Chodź, musimy pogadać - dodał, po czym delikatnie złapał mnie za rękę i zaprowadził wprost do swojego mieszkania.
Później...
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
- Już nikomu o tym nie mówię, to zbyt bolesne wspomnienia - oparłam i upiłam łyk przygotowanej przez Facundo herbaty, siedząc wygodnie na jego kanapie. - Poza tym znamy się tak krótko, że nawet dzisiaj miałam wątpliwości czy powinnam tu przychodzić - dodałam.
- Ale jednak przyszłaś - uśmiechnął się.
- Bo bardzo cię lubię - powiedziałam i próbowałam odwzajemnić uśmiech.
- Ja ciebie też - odpowiedział i zbliżył się, kładąc dłoń na mojej dłoni. Wiedziałam do czego to zmierza, ale nie chciałam w tym momencie do czegokolwiek dopuszczać .
- Przepraszam Facu, nie mogę.
- A nie pamiętasz co się działo wczoraj?
- Pamiętam, ale szczerze mówiąc, to to chyba nie powinno się stać, zwłaszcza po alkoholu.
- Czyli żałujesz? - spytał, a po jego minie stwierdziłam, że lekko się zirytował.
- Nie chodzi o to. Po prostu to chyba jakoś za szybko się dzieje.
- Nie rozumiem cię.
- Rozumiesz. Bardzo dobrze rozumiesz i musisz przyznać, że mam rację.
- Nie masz. Najpierw chcesz się całować, potem nie chcesz. Ciągle zmieniasz zdanie.
- Przecież wiesz dlaczego.
- Wiem, ale to nie jest powód żeby aż tak wydziwiać - zdenerwował się.
- Że co? Że ja wydziwiam? W momencie przegiąłeś - odparłam równie poirytowana i zerwałam się z kanapy.
- Poczekaj - uspokoił ton.
- Chyba nie mam na co - powiedziałam cicho i zabrałam swoje rzeczy, po czym opuściłam jego mieszkanie.
Kiedy wróciłam do domu, dochodziła 21. Adama jeszcze nie było, lecz po krótkim telefonie do niego dowiedziałam się, że przyjedzie dopiero jutro rano. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, udałam się do łazienki wziąć długą kąpiel, po czym poprzeglądałam trochę Internet i poszłam spać.
Rano...
- Ala? - obudził mnie znajomy głos.
- Nareszcie jesteś - powiedziałam i wtuliłam się w niego.
- Widzę, że się stęskniłaś - zaśmiał się.
- Bardzo! Jak tata? Lepiej się czuje?
- Tak. Przytrzymali go trochę pod kroplówką, dali leki i puścili do domu.
- To dobrze - uśmiechnęłam się i chciałam wstać z łóżka, ale Adam mnie zatrzymał.
- Co to jest?
- Niby co? - udawałam.
- To na twarzy - powiedział dosadnie.
- Nic takiego. Dobra trzeba się powoli zbierać.
Zbywałam ciągłe pytania Adama, a sam ślad po uderzeniu zatuszowałam pudrem. Przyszykowałam się do wyjścia do "Energii", a po pół godzinie byłam już na miejscu. Od razu kiedy weszłam na boisko, zauważyłam brak Facundo. Nie chciałam dać po sobie poznać, że bardzo chciałabym się dowiedzieć dlaczego go nie ma, dlatego spróbowałam wyciągnąć tą informację sposobem.
- Mogłabym dziś spróbować porobić statystyki? - spytałam.
- Jeśli chcesz to proszę bardzo.
- Eem, ok. No to kogo mam wpisać?
- Kłos i Wrona środek, Nico rozegranie, Mario ze zmianą atak, Ferdi ze zmianą libero no i na przyjęciu Włodi i Marechal ze zmianą na Winiara.
- A Conte?
- Dzisiaj go nie będzie.
- Coś mu się stało? - dociekałam.
- Nie. Po prostu dziś nie przyjdzie. Dobra! Jesteśmy gotowi! - krzyknął statystyk, a po chwili zaczęła się gra.
Nie dowiedziałam się zbyt wiele, jednak jego nieobecność nie dawała mi spokoju. Kiedy wyszłam z hali po skończonych zajęciach, biłam się z myślami czy zadzwonić do niego, czy nie. W końcu odważyłam się na wybranie odpowiedniego numeru, odczekałam chwilę, a następnie usłyszałam po drugiej stronie :
- Kto mówi? Facundo nie może teraz rozmawiać.
To był kobiecy głos. W dodatku hiszpański. Byłam nieźle zdezorientowana, dlatego rozłączyłam się szybko i zaczęłam zastanawiać kto to. Po chwili mnie olśniło. Jego "była" dziewczyna. Poczułam się jak idiotka i zaczęłam śmiać sama z siebie. Nie był to jednak śmiech radości, ale tego jak bardzo jestem głupia i naiwna.
Później...
- Adam, chodźmy na imprezę.
- Impreza? W poniedziałek? Oszalałaś? - zaśmiał się.
- No to nie wiem, sami zróbmy imprezę, chodźmy gdzieś, zróbmy cokolwiek.
- A co cię tak nagle wzięło?
- Po prostu muszę się rozerwać. Siedzimy w tej dziurze prawie miesiąc i już zapomniałam co to dobra zabawa. Muszę odreagować - odparłam. - To jak? Jesteś za? - spytałam i zrobiłam proszącą minę.
- Jeśli chcesz to mogę zadzwonić do Roberta i Lidki, może wpadną.
- Dzwoń!
Na szczęście dla mnie Robert i Lidia zgodzili się przyjść i przynieść jakieś procentowe napoje. Czułam niepohamowaną chęć aby choć na chwilę odciąć się od tych wszystkich problemów, które w ostatnim czasie się nawarstwiły. Myśl, że musiałam spędzić w Bełchatowie jeszcze 5 miesięcy była trochę przytłaczająca tym bardziej, że poza Adamem nie miałam tu nikogo bliskiego.
Wieczorem...
- Nie wiem nad czym ty się zastanawiasz. Przecież ty i Adam jesteście dla siebie stworzeni - mówiła Lidka, dziewczyna Roberta.
- Tak ci się tylko wydaje - odpowiedziałam, kończąc dopijać już 5 albo 6 drinka.
- Gdybym nie była z tym wariatem, to kto wie - zaśmiała się i spojrzała na reakcję swojego chłopaka.
- Wódka się skończyła - wymamrotałam niepocieszona.
- Mamy jeszcze wino - powiedział Robert i wskazał na torbę leżącą na szafce, a ja nie zastanawiając się długo dorwałam butelkę i zaczęłam rozlewać jej zawartość do kieliszków.
- Nie przesadzasz? Wino i wódka to nie jest dobre połączenie - skwitowała Lidka.
- Raz się żyje! - krzyknęłam i porwałam za sobą czerwoną ciesz, po czym zaczęłam pląsać do puszczonej przez chłopaków muzyki.
Rano...
- Alka, jest po 8. Spóźnisz się - mówił Adam próbując mnie dobudzić.
- Nie. Nigdzie nie pójdę. Niedobrze mi - odparłam i rzuciłam się pędem do łazienki.
- Ej, mała? Poradzisz sobie? Muszę już iść - usłyszałam przez drzwi.
- Tak.
- Spróbuję się szybciej wyrwać. Zadzwoń do szefa czy kogo tam i powiedz że nie przyjdziesz. Do później!
Czułam się okropnie. To był rzeczywiście zły pomysł żeby tak wczoraj namieszać, ale czułam się wtedy taka szczęśliwa i beztroska. Poszukałam swojego telefonu i wybrałam numer do "Energii". Nie byłam w stanie się dziś tam pojawić, dlatego musiałam o tym uprzedzić trenera.
- Dzień dobry, tutaj Alicja Mianowska. Przepraszam, ale jestem chora i nie dam rady pojawić się w hali.
- To coś poważnego?
- Eem, nie. Zatrucie pokarmowe. Jutro na pewno będę. Czy to jakiś problem?
- Jeśli to jednodniowa przypadłość, to nic się nie dzieje, ale proszę przyjść jutro.
- Oczywiście. Dziękuję, do zobaczenia - powiedziałam i rozłączyłam się, po czym ostatkiem sił doczłapałam się do łóżka i zasnęłam.
Kilka godzin później...
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Ciągle było mi słabo, dlatego zajęło to trochę czasu zanim poszłam je otworzyć. Kiedy mi się udało, ujrzałam stojącego w progu Facundo.
- Co ty tu robisz? - spytałam niewyraźnie.
- Słyszałem, że jesteś chora więc chciałem sprawdzić jak się czujesz.
- A od kiedy to cię tak interesuje? - mówiłam ledwo słyszalnie i walczyłam z tym, aby ustać na równych nogach.
- Przestań się zgrywać i lepiej wpuść mnie do środka - zaśmiał się.
- Wyjdź - powiedziałam i zachwiałam się lekko, ale Facu podszedł i przytrzymał mnie w pionie.
- Chodź. Musisz się położyć - oznajmił i trzymając mnie za rękę zaczął prowadzić na kanapę.
- Puść mnie - wyrwałam się i usiadłam o własnych siłach.
- Co się stało? - zapytał i zajął miejsce tuż obok.
- Za dużo wypiłam. Teraz jak już wiesz to możesz wyjść.
- Wyjdę, ale najpierw powiedz mi o co ci chodzi.
- Naprawdę nie wiesz?
- Jesteś zła o to co wczoraj powiedziałem? Zagalopowałem się. Przecież wiesz, że czasem coś palnę bez sensu. To był taki impuls. W końcu jestem Argentyńczykiem i...
- Dobrze, skończ - przerwałam mu.
- Ala, no wcale tak nie myślałem, naprawdę - zaśmiał się.
- Jeśli naprawdę nie wiesz o co mi chodzi, to może twoja dziewczyna ci to wyjaśni. Przez telefon miała bardzo miły głos - powiedziałam ironicznie.
- Jaka dziewczyna? Przecież nie jesteśmy już ze sobą od miesiąca.
- Czyli co? Masz sekretarkę, która obiera twoje telefony?
- Zaraz, zaraz. Kiedy właściwie dzwoniłaś?
- Wczoraj. Byłam ciekawa czemu cię nie ma. Teraz już wiem.
Nagle Facundo wybuchnął głośnym śmiechem i spojrzał na mnie tak, jak bym była co najmniej jakaś upośledzona.
- Co cię tak bawi? - zdenerwowałam się.
- To, że wzięłaś moją siostrę za moją dziewczynę - odpowiedział.
- Jak to siostrę? - zdziwiłam się.
- Normalnie. Moja siostra wpadła z niezapowiedzianą wizytą i dlatego odpuściłem wczoraj trening - śmiał się.
- Serio? - spytałam i automatycznie spaliłam buraka.
- Serio - powiedział i spojrzał na mnie łagodnie - Ładnie ci z takimi rumieńcami - dodał i chciał się zbliżyć, ale mój żołądek skutecznie mu to utrudnił.
- Niedobrze mi! - krzyknęłam i po raz drugi dzisiaj wylądowałam w objęciach sedesu.
Po chwili...
- Już ok?
- Tak - odparłam zażenowana faktem, że wszystko widział i słyszał.
W tym momencie otworzyły się drzwi, co oznaczało powrót Adama.
- Ala?
Mój przyjaciel pokierował się od razu do łazienki i ujrzał mnie i Facundo razem.
- Eee, cześć? - powiedział zdezorientowany.
- Cieść - odpowiedział Facu.
- Adam, to jest Facundo Conte, siatkarz Skry. Facu, to mój przyjaciel Adam - przedstawiłam ich sobie, co nie zmieniało faktu, że była to niezręczna sytuacja.
- Wiem kim jesteś. Znam cię z telewizji. To znaczy z meczów z telewizji. Siema stary - przywitał się radośnie Adam.
- On cię nie rozumie. Nie mówi po polsku - zaśmiałam się.
- To może ja już pójdę - oznajmił Facu, oczywiście po hiszpańsku.
- Co on powiedział? - dopytywał się Adam, który najwyraźniej był podekscytowany widokiem siatkarza w naszej... ekhem... łazience.
- Że musi już iść - odpowiedziałam mu.
- Nie! Niech zostanie! - domagał się. - Może jakieś piwko strzelimy albo coś - dodał i spojrzał na niego.
- Adam chce żebyś został, ale chyba powinieneś już iść.
- Czemu? Skoro chce.
- Ja nie chcę. To znaczy nie chcę, żebyś mnie oglądał w takim stanie, a poza tym głupio się czuję - wytłumaczyłam mu.
- Pójdę pod jednym warunkiem - zaśmiał się.
- No jakim? - westchnęłam ciężko.
W odpowiedzi wskazał tylko palcem na swój policzek, co wyraźnie oznaczało, że chciałby zostać w tym miejscu obdarowany pocałunkiem.
- Chyba sobie żartujesz - odpowiedziałam i przeniosłam wzrok na wciąż podekscytowanego Adama.
- No to zostanę i uwinę sobie z twoim kumplem miłą pogawędkę przy piwku - powiedział. Na pewno dogadałby się z Adamem. Nawet myślą o tym samym.
- Proszę cię, Facu.
- Ok, idę sobie. Widzimy się jutro, tak?
- Tak - odparłam i uśmiechnęłam się.
- Ale daje od ciebie tanim winem - skomentował śmiejąc się, na co ja już bezradnie przewróciłam oczami.
- Do jutra - powiedziałam i odprowadziłam go do drzwi.
- Do jutra.
Po chwili...
- Nie chwaliłaś się, że masz takie kontakty z siatkarzami - powiedział Adam.
- Bo nie mam - wzruszyłam ramionami.
- A to to co było? Wiesz jak ten gościu wymiata na boisku?
- Wiem, bo już od miesiąca to oglądam - zaśmiałam się.
- No tak, zapomniałem - zawtórował mi.
- Wyglądam jak zwłoki - zaczęłam marudzić.
- Nie jest tak źle. No może poza tym zapachem wina.
Czy on i Facu są jakoś telepatycznie połączeni? I jeden i drugi powiedzieli o tym samym w ciągu kilku minut. Rozbawiona odparłam :
- Dobrze! Idę się wykąpać! A ty pamiętaj, że jeśli znowu będę chciała się upić, to walnij mnie porządnie w czoło - dodałam i skierowałam się wprost do wanny w celu pozbycia się, jak to chłopcy subtelnie ujęli, "zapachu taniego wina"...
___________________________________________________________________________

Rozdział piąty ;) Trochę długaśny :D Jak widać dzieje się i to dużo. Za oknem nieciekawie, a już miałam nadzieję na dłuższą obecność słońca i ciepłych dni, oby niedługo takie były :) A co tam u Was? Jak mija leniwa niedziela? A może u kogoś nie jest aż tak leniwa? ;) Kolejny rozdział tradycyjnie w czwartek i mogę zdradzić, że coś się wydarzy. Co? Przekonacie się w czwartek :)  Miłego dnia, kochani ;*

#uzależniona_od_siatkówki